W Polsce jedna na 15 000 tysięcy osób chora jest na Pląsawicę Huntingtona. To dość rzadka i znana nielicznym kręgom choroba nieuleczalna. Przez niektórych mylona ze stwardnieniem rozsianym.

Pląsawica Huntingtona nazwę wzięła od amerykańskiego lekarza Georga Huntingtona. Niewielu wie, że jest to choroba dziedziczna uwarunkowana genetycznie upośledzająca ośrodkowy układ nerwowy. Choroba najczęściej rozwija się po 35 roku życia prowadząc do stopniowego wyniszczenia i osłabienia organizmu.

Pierwsze fazy Pląsawicy Huntingtona

Początkowo u chorego mogą pojawiać się objawy podobne do nerwicy; trzęsące ręce, częste ataki depresji, pobudliwość. U niektórych chorych pojawiają się natręctwa, ataki agresji. Wraz z  rozwojem choroby, stan chorego znacznie się pogarsza. Zaatakowany przez chorobę układ nerwowy przestaje działać sprawnie. Chory zaczyna tracić równowagę na prostej drodze. Liczne upadki mogą powodować częste obrażenia, w tym stłuczenia i złamania.

Stopniowo chory zaczyna mieć problemy z mową artykułowaną; jego mowa staje się coraz bardziej niezrozumiała. Staje się również coraz bardziej apatyczny, otępiały, traci zainteresowanie tym, co dzieje się wokoło. Wraz z postępem choroby, pacjent wymaga stałej opieki drugiej osoby. Niezbędne staje się pomoc przy karmieniu i poruszaniu się.

Kiedy połykanie nawet najmniejszych kawałków pokarmu, staje się dla chorego nie lada wyzwaniem, konieczne jest miksowanie pokarmów, a w ostateczności dożywianie przez sondę. Najczęściej po 15-20 latach walki z wyniszczającą chorobą, następuje śmierć. W chwili obecnej trwają nadal badania nad lekiem powstrzymującym postęp i rozwój choroby.